Biorąc pod uwagę jego dojrzałość, potencjał intelektualny, zdolność koncentracji uwagi, odporność psychiczną i parę jeszcze podobnych czynników można bez wątpienia porównać jego „niepoważne zabawy" do uporczywego wysiłku naukowca, trudzącego się nad rozwiązaniem wyjątkowo skomplikowanego problemu. Zresztą po cóż odwoływać się aż do takich argumentów, skoro wystarczy chwila refleksji, aby skonstatować, że również dla nas raptowne przerwanie naszej aktywności (choćby było to rozwiązywanie krzyżówek lub błogie kontemplowanie nierówności sufitu) jakimkolwiek poleceniem jest niemal zawsze odbierane jako przykrość wywołująca niechęć, złość i opór wobec otrzymanego zadania, wyrażane często owym sławetnym „zaraz". Nikt z nas bowiem (albo może prawie nikt) nie lubi być w pełni dyspozycyjnym „chłopcem na posyłki", w związku z czym, na ogół, wymagamy od innych poszanowania naszych aktywności i zajęć. A ponieważ, jak to już wcześniej stwierdziliśmy, mamy przemożną tendencję do traktowania dziecka jak nie zorientowanego w świecie głuptasa, wymóg ten jego nie dotyczy. W mniemaniu wielu rodziców cały, ogromny w istocie, wysiłek poznawczy, jakiego dokonuje ich bawiący się potomek, nie zasługuje na poszanowanie.